1987 MARZEC PRASA

WZMIANKA O ZESPOLE REPORTAŻ

1987.03.29 – Tygodnik Pilski nr 13 (375), Henryk Palczewski, Piła >> pdf

Rock alternatywny. Totalne działania rockowe. Klub studencki „Eskulap” w Poznaniu przejawia ostatnio ożywioną działalność w organizowaniu koncertów grup z kręgu lub na pograniczu awangardy rockowej. Z racji wielu innych zajęć a także i odległości nie jestem w stanie przebywać w nich regularnie. A szkoda, gdyż dzieje się tam wiele bardzo interesujących spraw. Chciałbym wspomnieć o dwóch koncertach, które uważam za ważne wydarzenie artystyczne. „Obłąkany Fritz” – taki tytuł nosiło widowisko plastyczno-tatralno-filmowo-rockowe przygotowane przez pilsko-poznańską grupę Krew. Jest to zespół utworzony na bazie grupy Ręce Do Góry, ale stylistycznie całkiem odmienny. Co prawda koncertu nie widziałem, za to wysłuchałem bardzo dobrze nagraną kasetę. To co działo się na scenie, znam tylko z opowiadania i mogę sobie jedynie wyobrazić oddziaływanie całości tzn. muzyki, filmów, akcji scenicznej i działań plastycznych na sali. Takie wyobrażenie sobie jest jednak bardzo niebezpieczne i wolę je ominąć, a pozostać tylko przy muzyce. Ona sama też broni się doskonale i przynosi wiele zaskakujących wrażeń. Jest utrzymana w stylu dziwnego „jarmarcznego rocka”. Mocne, industrialne lub bardzo agresywne klimaty rockowe harmonizują z melodyjkami prosto z kabaretu, cyrku, ulicy. W efekcie sprawia to wrażenie jakiegoś paranoicznego rocka, groteski, determinackiej zabawy. Muzykę podkreślają melodeklamowane teksty o atmosferze nihilizmu i upadku, totalnej destrukcji i upadku wszelkich świętości. Chociaż utrzymana w klimacie psychodelicznego rocka, końcówka tchnie optymizmem. Mimo to jednak nie zaciera ona obłąkańczego klimatu całości. Czyżby to był obraz naszych czasów? Czy tylko zwątpienie? Drugi koncert, tym razem wysłuchany i obejrzany, który chciałbym zasygnalizować, to performance zespołu Radio Warszawa. To było również bardzo mocne wrażenie i chyba jeszcze bardziej przygniatające swoją wymową. Bardzo dobra oprawa plastyczna, kostiumy muzyków, akcje para-teatralne, światło, symbole, plastyka i muzyka. Była ona w dużej mierze puszczana z taśmy i dogrywana w „na żywo” przez muzyków. Nie posiada ona jednak wartości samoistnej. Jej wymowa, znaczenie, uwidacznia się tylko i wyłącznie przy równoczesnej obserwacji akcji scenicznej. Było to ponure widowisko, czasami za pomocą muzyki zamieniane w makabryczną groteskę. Od początku całość wyznaczała totalne napięcie, oczekiwanie w zagrożeniu na coś trudnego do określenia, ale w podświadomości budzące lęk, który pozostaje jeszcze długo po koncercie. Nie podejmę się jednoznacznej interpretacji wymowy tego surrealistyczno-science-fiction widowiska. Wydaje mi się nawet, że nie jest ona potrzebna. Chyba najbardziej istotna jest ta atmosfera zagrożenia i ataku na wartości konsumpcyjnej postawy. W obu przypadkach zachowanie publiczności było bardziej powściągliwe. Wydaje mi się, że nasza młoda publiczność jest całkiem nieprzygotowana do form rockowych przerastających konwencję. Na pewno w tym miejscu należy się ukłon prezenterom radiowym i krytykom z gazet muzycznych, którzy nadal zajmują się tylko i wyłącznie konwencjonalnym rokiem dla zabawy, robiąc z niego wielką sztukę. Czyżby oni też byli nieprzygotowani do odbioru rocka z kręgu, który chce być więcej niż tylko rozrywką do piwka? Obydwa koncerty podniosły mnie na duchu. Dobrze, że jeszcze są ludzie, którzy pomimo szalonych trudności i przeszkód starają się tworzyć. Przy okazji chciałbym zareklamować koncerty, które będą największym wydarzeniem na scenie rockowej w Polsce. W dniach 27-29 marca br. W Hali Gwardii w Warszawie odbędzie się festiwal muzyki rockowej wykraczającej poza schematy. Zapowiedział się m.in. ex-vocalista Pere Ubu – David Thomas, Test. Dept., Skeleton Crew, Cabaret Voltaire, a z Polski Radio Warszawa i Reportaż. Zapraszam tych co są wrażliwe na muzykę i tych, którzy szukają swojej wrażliwości. Będzie sporo emocji i wrażeń. H.P. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1987-03-29-MUZYKA-15-PRASA-Palczewski-Henryk-Tygodnik-Pilski-nr-13-375-Pila

1987 LUTY PRASA

O KONCERCIE REPORTAŻ

1987.02.01 – Magazyn Muzyczny nr 2 (336), Wiesław Królikowski, Warszawa >> pdf

Reportaż. trudno zaklasyfikować ten zespół i właściwie nawet mam wątpliwości, czy powinien wziąć udział tego rodzaju przeglądzie. Gorzej, że trudno odgadnąć intencje tworzącego go muzyków. Kwartet Reportaż ma dość nietypowy skład instrumentalny )fortepian, gitara basowa, perkusja, fagot), co już automatycznie gwarantuje „eksperymentalne” brzmienie. Członkom grupy marzy się jednak większy eksperyment. W rezultacie publiczność – stopniowo tracąca swe początkowo życzliwe nastawienie i coraz głośniej protestująca przeciw wykonywaniu kolejnych utworów – skazana była na obcowanie z muzyką tworzoną na zasadzie „collage”. W większości wykonanych utworów – całkiem bogatych w porównaniu z rockową średnią – można było m.in. wyszukać fragmenty niby-jazzowe, fragmenty „free”, zbliżone brzmieniem do awangardy z desek filharmonii sprzed mniej więcej dwudziestu lat, wreszcie niby-rockowe odcinki zdradzające inspiracje poczynaniami zespołów w rodzaju Pink Floyd czy Genesis (a może tylko mimowolną z nimi analogię?). W sumie robiło to wrażenie ilustracji muzycznej do jakiegoś spektaklu, nie nadającej się do samoistnej prezentacji na estradzie. Fragmenty instrumentalno-wokalne, pojawiające się głównie za sprawą perkusisty, który śpiewał nieudolnie modulowanym głosem, nieodparcie kojarzyły się z dźwiękiem i estetyką lalkowego teatrzyku dla dzieci. Chociaż jak się wydaje teksty – w założeniu – miały poważny, pseudofilozoficzny wydźwięk, mimo pociesznych niekiedy tytułów jak np. Bydlątko. (wk)  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

Reportaż - artykuł, w Magazynie Muzycznym, recenzja Wiesława Królikowskiego, 1 luty 1987 r.

1986 GRUDZIEŃ PRASA

O KONCERTACH W OCZEKIWANIU NA TO SAMO

1986.12.01 – Non Stop nr 12 (171), Miłosz Wiśniewski, Warszawa >> pdf

To niemiłe wrażenie po pierwszym nocnym posiedzeniu całkowicie zatarła druga odsłona, a to głównie za sprawą poznańskiego Reportażu. W przeciwieństwie do wspomnianej wyżej warsztatowej indolencji co niektórych „awangardzistów”, członkowie tej grupy, wszechstronnie wykształceni muzycznie, z maestrią wykonali poszczególne impresje składające się na doskonały, spójny program, z zaskakującymi trawestacjami polskiego folkloru. Piękne było opracowanie plastyczne występu, pomagające wywołać odpowiedni nastrój. W czasie, gdy grał Reportaż, panowała cisza, dopiero po zakończeniu koncertu długo trwały brawa. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1986-12-01-MUZYKA-15-PRASA-Reportaz-festiwal-Rock-Front-VII-Miłosz-Wisniewski-Non-Stop-nr-12-171
1986-12-01-MUZYKA-15-PRASA-Reportaz-festiwal-Rock-Front-VII-Miłosz-Wisniewski-Non-Stop-nr-12-171

1986 LISTOPAD PRASA

1986.11.03 – Magazyn Muzyczny nr 11 (333), Grzegorz Brzozowicz, Warszawa. >> pdf

„Poza Kontrolą 7”. W mojej macierzystej redakcji „Non Stop” obowiązuje umowa, że recenzentami nie mogą być osoby choćby w niewielkim stopniu zaangażowane w zorganizowanie omawianej imprezy. Dlatego nie powstałby ten te tekst, gdyby nie niespodziewana oferta „MM”. Niespodziewana dla mnie, bowiem nie ukrywałem, że nie jestem zwolennikiem dotychczasowej linii „Magazynu”. Oczywiście będzie to całkowicie subiektywna ocena tego trzydniowego wydarzenia (?), gdyż jest rzeczą niemożliwą pisanie inaczej o czymś, co się samemu zrobiło. Dość szybko zdałem sobie także sprawę z tego, że nie będzie to również dokładna relacja. Muszę bowiem uczciwie przyznać, że w całości obejrzałem występy zaledwie sześciu zespołów. Tak już jest, że jak się za coś odpowiada, to nawet gdy wszystko przebiega bez zarzutu, ciężko wysiedzieć na jednym miejscu. Zatem, chcę się teraz podzielić bardziej ogólnymi refleksjami.
Już od dłuższego czasu w naszych publikatorach natarczywie przedziera się opinia o końcu polskiego rocka. Ciekawe, że zaczęli ją głosić ci, którzy dotychczas gloryfikowali rodzime gwiazdy. Oczywiście całkowite załamanie się naszego rockowego topu, pustki na koncertach i drastyczny spadek nakładów płyt były dla tych ludzi czymś całkowicie jednoznacznym. Rzeczywiście trudno mieć inne zdanie, znając rockową scenę z perspektywy przyscenicznych barów i orbisowskich hoteli i nie wiedząc, co dzieje się w klubach Śląska, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta i nawet Warszawy, omijając również Jarocin, gdzie prohibicja utrudnia przetrwanie festiwalowych dni. No cóż, jeśli się chce mieć jakiekolwiek pojęcie o polskim roku, to niestety trzeba tam bywać. Dość szybko do „fachowców” dołączyli różnorodni socjologizujący dyletanci, snujący zastraszające wizje szerzącej się muzycznej pustki, dekadencji i zdemoralizowania. Natychmiast doszła do głosu nasza rodzima tolerancja, której znakiem rozpoznawczym są zakazy i wyłączność do jedynie prawdziwych sądów. W ruch poszły scenariusze dobrze sprawdzone w walce z bikiniarzami czy długowłosymi. Ostoją fachowości stała się zreformowana Lista Przebojów. Pr. 1 PR i Telewizyjna Lista Przebojów. Bastion zawodowych kompozytorów, autorów tekstów i wykonawców posiadających oczywiście najwyższe weryfikacje, którzy już odzyskali pole wydarte im przez niepoprawnych rockmenów.
Każdy zdrowo myślący przyzna, że nienormalna była właśnie sytuacja z lat 1982-84, a nie obecna. W kraju, w którym nie istnieje rynek muzyczny zamówienia na album O! Maanamu osiągnęły taką liczbę, że członkowie grupy powinni przestać myśleć z trwogą o przyszłości, a zająć się czystą sztuką. Przy Zdrowo funkcjonujących zasadach sprzedano by dwa razy tyle płyt, co zamówiono, a przecież nie wytłoczono nawet połowy. Jako ciekawostkę przytoczę fakt, że w ciągu trzech dni trwania „Poza Kontrolą” w stoisku Tonpressu sprzedano więcej niektórych płyt niż wynosiły zamówienia handlu w kilku województwach! Jeżeli ktoś by mnie spytał, co należy zrobić, by uzdrowić nasz show business, to bez wahania odpowiedziałbym, że wystarczy wprowadzić sensowne reguły finansowe i wcale nic wielkiego bym nie odkrył. Takie od których zależnie byliby nie tylko muzycy, kompozytorzy, ale i realizatorzy dźwięku, szefowie firm fonograficznych, panie w działach kadr, w grafice, wytłaczacze, dystrybutorzy, sprzedawcy itd. Tylko gdyby zdarzył się jakiś bestseller, to wszyscy oni zarobiliby należne im pieniądze. I wszyscy oni wiedzieliby, ile zarobią na dobrze sprzedającej się płycie. No cóż, na razie to utopia.
Wyraźny spadek zainteresowania rockiem wśród młodych ludzi jest faktem. Czyżby jednak nikt nie wiedział, że mniej więcej co pięć lat następuje zmiana odbiorców tej muzyki, że na całym świecie małolaty potrzebują wciąż nowych twarzy i młodszych idoli? Czy jest mi ktoś w stanie pokazać na zachodzie grupę, która by przez pięć lat grała to samo i wciąż znajdowała się na szczycie? Czy jednak jest to koniec polskiego rocka? Kategorycznie mówię – nie, bowiem tuż obok głównego nurtu wyrosła nowa generacja muzyków i odbiorców, czego zauważyć już nie wszyscy chcieli.
Polska Nowa fala rodziła się w mękach, bez jakiejkolwiek pomocy, zainteresowania i wręcz na przekór radiowym prezenterom i rockowym specjalistom. Trudno było wymagać zrozumienia, jeśli nasi „fachowcy” byli zupełnie nieprzygotowani do muzycznej rewolucji końca lat siedemdziesiątych, wymagającej całkowitego zburzenia dotychczasowego systemu wartości. Oczywiście jeśli chodziło o rodzimych rebeliantów, to tym bardziej nie mogło być już dyskusji. Besztano Kryzys, mimo że nikt ze znawców nie dotarł na koncert zespołu, a opinie budowali na nagraniach dokonanych na próbie i wydanych przez zapobiegliwego francuskiego producenta. Po Kryzysie, KSU, Deadlocku i wczesnym Tilcie pozostały jedynie amatorskie nagrania. Kiedy nasi publicyści muzyczni kojarzyli nową falę z Maanamem i Trojanowską, działała już Brygada Kryzys – najważniejsza polska grupa rockowa ostatniego dziesięciolecia. Ciężkie warunki pracy, jak i bezkompromisowość jej członków, doprowadziły do rozwiązania kapeli pod koniec 1982 roku. Wówczas już jednak „odkryto” Republikę, która nadspodziewanie szybko wpasowała się do wymogów naszego show businessu. Równie szybko jej dotychczasowych fanów zmieniły piszczące małolaty. Jeżeli chciało się zaistnieć, należało godzić się na kompromisy, bo czy trzy lata temu usłyszano by o Klausie Mitffochu, gdyby nie udział w Turnieju Młodych Talentów?
Ostatnie lata pokazały że polski rock`n`roll nie wydał niestety prawdziwie wielkiego autora. Kolejne produkty Jackowskiego, Borysewicza, Hołdysa i innych, mniej znaczących, wykazywały w zasadzie wyraźną wtórność. Jedynie ubiegłoroczne koncerty Republiki dawały nadzieję, że Ciechowskiemu uda się pójść dalej. Jednak rozwiązanie zespołu odsunęło na jakiś czas odpowiedź, co do jego obecnych możliwości. Impotencja twórcza starych gwiazd zmusza do sięgania po rezerwy, a potencjał twórczy polskiego rocka leży niewątpliwie wśród off side`u. Wiadomo, że popularność młodzieżowych programów radiowych zależy od prezentowanej w nich muzyki, a nawet żebyśmy nie wiem jak chcieli, to Gayga nie przyciągnie słuchaczy. Oczywiście wszystko musi przejść odpowiednią selekcję w imię utrzymania wysokiego poziomu artystycznego. Ostatnie sukcesy Tiltu, Kultu czy wcześniejsze Randez Vous pokazały, że muzyka tych grup ma wiele cech komercyjnych. Kto pamięta dawne dokonania Kontroli W., Bikini, Nowomowy i nieistniejących już Dzieci Kapitana Klossa przyzna, że i teraz zespoły te mogłyby nieźle zamieszać na trójkowej liście. Wciąż bezskutecznie czekają na swoją szansę T. Love, Kosmetyki Mrs. Pinki i Bóm Wakacje w Rzymie, a są już nowi reprezentacji nowego popu: Call System, Sztywny Pal Azji czy debiutujące na „Poza Kontrolą” Miriam oraz Malarze i Żołnierze. Jednak szczerze wątpię, czy w obecnej sytuacji spośród tych kapel zrodzi się jakaś megagwiazda. Jednocześnie wraz z „końcem polskiego rocka” najbliższe miesiące przeniosą najlepszy zestaw płytowy w historii tej muzyki w naszym kraju. Są już albumy Aya RL i Voo Voo, zostały nagrane: Siekiery, Tiltu, Janerki (miałem je okazję słyszeć) i Rendez Vous. W studiu przebywa Obywatel G.C. i Kult.
Przy opisywaniu pierwszego okresu brytyjskiej rewolucji punk rockowej z reguły zawsze uwypukla się sprawę zatarcia granic pomiędzy wykonawcami a publicznością. Nie mam wcale zamiaru udowadniać, że podobne rzeczy miały również miejsce u nas, niemniej muszę poświęcić trochę miejsca odbiorcom tej muzyki. Przez długie lata polską new wave z pewnością należało zaliczać do typowych kierunków undergroundowych i to nie dlatego, by reprezentanci tego nurtu unikali popularności. Wręcz przeciwnie – każda kapela marzyła, by dokonać nagrań, a wiele z nich z braku perspektyw przestało istnieć lub popadło we frustracje (środowisko warszawskie). Muzycy i słuchacze wychowani w nieufności wobec oficjalnych poglądów po raz kolejny przekonali się, że nie mogą otrzymać tego, co lubią. Przy całkowitym braku ich muzyki na antenie radiowej, musieli sami sobie stworzyć własne obieg informacji. Jednym z przykładów jest las rąk z magnetofonami na koncertach. Tak, w dużym uproszczeniu, powstała nowa generacja rockowa. Pokolenie niepodporządkowane gustom radiowych prezenterów, kierujące się kryteriami własnymi, często bezwzględnymi (Republika). Początkowo uważano ich za margines, teraz jest ich coraz więcej. Zapełniają już nie tylko kluby w Warszawie czy Toruniu, lecz również w Trójmieście, Wrocławiu, w Krakowie i na Śląsku. Kto nie zauważył zachodzących zmian, musiał niestety słono zapłacić.
Obecny rok można uznać za rok krachu festiwali. Plajta „Rockowiska”, „Rock Areny” i „Olsztyńskich Nocy Bluesowych”, w sumie nie najwyższa frekwencja na „Metalmanii” i w Jarocinie. Z dużej strony nadkomplety na „I Zlocie Młodzieży Cynicznej Ery Atomowej” w Gdyni, na „I Przeglądzie Muzyki Nowej i Odjazdowej” w Katowicach, na „II Nadmorskim Festiwalu Wyłączności Nowa Scena” w Sopocie i prawdziwe boje o bilety na „Poza Kontrolą”. Wymowna jest również liczba sprzedanych kart wstępu na różne koncerty do tej samej sali, warszawskiej „Riviery”. Na Oddział Zamknięty poszło 140 biletów na Voo Voo niestety zaledwie 80, zaś na występie T. Love sala była pełna, a koncert Kultu mógłby być z powodzeniem powtórzony. Równie wielkim zainteresowaniem cieszy się „Róbrege”, choć przyznam, że nie darzę tego przeglądu większą sympatią. Po prostu uważam, że zbiera się tam towarzystwo wzajemnej adoracji, na co dowodem jest corocznie prawie identyczny skład wykonawców, niestety mających coraz mniej do powiedzenia.
No i wreszcie doszliśmy do „Poza Kontrolą 7”. Przed przedstawieniem moich wniosków z „Poza Kontrolą 7” należy wyjaśnić kilka spraw. Mimo że w nazwie przeglądu widniała siódemka to w Warszawie odbył się on dopiero po raz drugi. Liczba ta stanowi nawiązanie do organizowanego w latach 1980-84 w Toruniu „Festiwalu Nowej Fali”. Choć oba przeglądy mają wiele wspólnego, to występują też istotne różnice. Program główny „Poza Kontrolą” jest podzielony na dwie części: popołudniową, w której występują kapele, głównie wyłaniane z kaset oraz nocną, gdzie prezentowani są przedstawiciele awangardy rockowej. Z założenia przy kwalifikacji odrzucane są „gwiazdy” oraz grupy, które grały na przeglądzie w poprzednich latach, wyjątek stanowią prezentację nocne. Niewielkie szanse mają też typowe kapele punkowe, reggae i zimnofalowe, co wynika już z osobistego gustu organizatora.
Rozpocznę od oceny koncertów nocnych. Jak na razie, „Poza Kontrolą” jest jedynym miejscem w kraju (przez pewien okres w Poznaniu odbywał się „Festiwal Muzyki Nowej”), gdzie w szerszym wymiarze mogą przedstawić się rockowi eksperymentatorzy. Tegoroczne występy pokazały dwie różne koncepcje artystyczne. Jeśli podstawę stanowi atak wizualny, rodzaj muzycznego happeningu, to musi on być szczegółowo przemyślany i dramaturgicznie dopracowany, o czym niestety zapomniały krakowska Wahehe i rzeszowska Hiena. Pozostałe, występujące tej nocy grupy – Komitet ze Słupska i Raj z Wrocławia przeszły bez echa. Grające drugiego dnia zespoły również nie stroniły od form plastycznych, lecz u podstaw ich przekazu była muzyka. Poznański Reportaż jest najdłużej działającą krajową formacją awangardową i najbardziej konsekwentną w swoich poszukiwaniach. Ich muzyczne misterium, jak twierdzą obecni, było największym wydarzeniem artystycznym przeglądu, co mogę potwierdzić po wysłuchaniu nagrań. Równie ciekawy program, może jedynie zbyt długi, zaprezentowała gdyńska Apteka. Wprawdzie nie jest to kapela stricte awangardowa, jednak po raz kolejny udowodniła, że jest jedną z ciekawszych nowych grup w kraju. Mnie natomiast szczególnie cieszy, że rockowy eksperyment zyskuje coraz większe rzesze zwolenników.
Od razu przyznam, że koncerty popołudniowe nie przyniosły żadnego objawienia na miarę ubiegłorocznych występów reprezentantów Gdańskiej Sceny Alternatywnej. Fakt, że największe wrażenie zrobił występ jednodniowej formacji Out Of Control złożonej z trzech byłych instrumentalistów Republiki, Wojtka Konkiewicza i basisty zespołu The Stranglers Jean Jacques Burnela, który tym razem śpiewał, uwidocznił główny mankament wszystkich zespołów – brak profesjonalizmu. Program koncertu składał się z czterech numerów Stranglersów wcześniej przygotowanych przez republikanów, lecz muzycy wspólnie próbowali, i to nie w pełnym składzie, zaledwie półtorej godziny! Smutny jest też wciąż brak kapel czerpiących z korzeni rocka i muzycznej tradycji. Jedynym jasnym wyjątkiem w skali kraju jest debiutująca w ubiegłym roku na „Poza Kontrolą” Kobranocka, natomiast tym razem tylko Po Prostu pokazało, że rozumie na czym polega sceniczna ekspresja. Niestety gdańszczanie spalili się, w czym niemały udział miała awaria odsłuchów. Mimo wszystko nie jest tak czarno, gdyż zaobserwowałem dwie optymistyczne tendencje. Mija już na szczęście okres „partyzanckiego” rocka i zimnofalowych fascynacji. Wypierają je, wprawdzie jeszcze nie w pełni oryginalne i do końca dopracowane, lecz za to różnorodne propozycje. Równie ważnym wydaje sie akt, że na naszej nowofalowej mapie jest coraz mniej pustych miejsc, oczywiście – chodzi tu o zespoły, które mają coś do powiedzenia. Na przegląd dotarły po raz pierwszy kapele ze Słupska, Tarnowa, Białegostoku i dużo mniejszych miejscowości jak Chrzanów, Lublin czy Kożuchów. Jeżeli miałbym kogoś wyróżniać to: odjazdowy De Musk z Wrocławia (w jego składzie są m.in. Irena Jagiełko ex-Holy Toy , Paweł Chyliński ex-Klaus Mitffoch i Jan Rołt na stałe grający u Janerki), chwilami zafascynowany Cabaret Voltaire, szczeciński Kafel, kolejnych przedstawicieli nadmorskiego soundu w pop-jazzowym wydaniu Miriam i Call System oraz grające bez obciążenia Popołudniowe Kalafiory vel Róże Europy. Spore perspektywy ma chwalony już po Jarocinie Sztywny Pal Azji (świetne teksty, sprawnie instrumentaliści), lecz od samych muzyków zależy czy będzie to zespół dużego formatu, czy też nowy Trzeci Oddech Kaczuchy, co im momentami niestety zagraża. Inne „jarocińskie” grupy nie zaskoczyły niczym nowym. Białostocka Aguiree pokazała, że reformowalne jest środowisko piosenki studenckiej, w co przestałem już wierzyć i przedstawiła interesujący muzycznie program oparty na tekstach Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. Była też próba, wprawdzie czasami nieudolna, punkowego kabaretu w wykonaniu tria Rozkrock. Zatem coś się w sumie dzieje.
Polski rock żyje, a jego dzień dzisiejszy tworzą trzydziestolatkowie: Janerka, Waglewski, Lipiński mający już dość jasno sprecyzowane koncepcje artystyczne i, co ważne, spore umiejętności. Mam nadzieję że dołączy do nich Ciechowski w nowym obliczu oraz na razie mało aktywna spółka Kukiz-Czerniawski. Ze starych-młodych jest Kult oraz prawdopodobnie najlepsza obecnie kapela Pancerne Rowery. Kolejna fala już wzbiera. Oczywiście piszę tu jedynie o Muzyce Ważnej. Grzegorz Brzozowicz  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

Reportaż - artykuł, w Magazynie Muzycznym, relacja z festiwalu autorstwa Grzegorza Brzozowicza, zdjęcia Mirosław Makowski, 3 listopada 1986 r.
Reportaż - artykuł, w Magazynie Muzycznym, relacja z festiwalu autorstwa Grzegorza Brzozowicza, zdjęcia Mirosław Makowski, 3 listopada 1986 r.

1986 WRZESIEŃ PRASA

1986.09.01 – Informator P.Z. (Pod Ziemią) nr 21, Andrzej Karpiński, Piła. >> pdf

Moim zdaniem. To dobrze że nikt nie znalazł określenia sztuki. Przecież to jest niemożliwe, a ile trzeba czasu na wymyślenie tak wykwintnych i oddziałujących teorii. Najbardziej z usłyszanych utkwiło mi krótkie określenie Marca Chagala: stan duszy. Do tego przychylam się najbardziej. A więc skoro nie wiadomo definitywnie co to jest sztuka to jak można tolerować popularny zwrot: To jest dobre.Nie ma dzieł dobrych czy złych. To jest względne. Poziom intelektualny i estetyczny każdego człowieka jest punktem odniesienia do porównań. Tyle jest punktów w odniesienia ile ludzi. Istnieją wprawdzie tendencje do tworzenia w taki sposób by reagowano masowo, by ulegano tzw. zabiegom efekciarskim. Oczywiście takie działania są w sztuce nieużytkowej bez sensu. Dzieło sztuki się zażywa a nie używa. Ono jest synonimem wolności – indywidualnym działaniem na indywidualny odbiór. Natomiast autor dzieła komercyjnego włada umysłami ludzkimi jak… Czyż nie jest to podobne do polityki, która nie ma nic wspólnego z prawdziwą wolnością? Polityka to walka o władzę. Oni często używają słowo: Wolność w paradoksalnym zdaniu: Walka o Wolność. Z kim? O jaką wolność? Chyba że o taką co daje tylko zamianę stron z rządzącego na rządzonego i odwrotnie. To jest jak klepsydra, która dopóty funkcjonuje dopóki jest w ruchu. Zniszczmy klepsydrę – niech stanie czas a będzie sprawiedliwość! Jesteśmy świadkami przenikania już dawno zapomnianych pewnych form artystycznych do życia codziennego. Są nimi maksymalnie proste w kształcie kubistyczne domy, meble, pojazdy, maszyny, przedmioty a nawet rytmy disco – dwusuw na alkohol. Narzekaliśmy kiedyś na ponurą kolorystykę miast no i zaczęto walić domy w kratki, pstrokate paski, na ludziach bzdurne konfiguracje turkusów z różami. Gdzieś tam jakiś krzywy napis na zdeformowanym biuście. Dziwne jest to, że człowiek w dążeniu do indywidualizmu i odrębności tak się zapędza, że niedługo znów jest jednym z wielu. Przechodzi się w ten sposób z jednej szarości w drugą (motyw klepsydry). Trzeba umieć odróżniać wartościowe od popularnego. Jak powiedział kiedyś Chris Cutler: Jestem w gazecie bo gram dobrze czy gram dobrze bo jestem w gazecie? Krytyka sławy, popularności czyli ogłupiania tłumu zawsze fascynowała. Np. A. Warhol / M. Monroe / Elvis / S. Dali / wąsy u Mona Lisy / grupa Residents / The Third Reich n Roll/. Takie osobistości jak i wiele innych dowodzą temu jak dawna sztuka komercjalizuje się poprzez popularność a potem powraca jak bumerang do punktu wyjścia w formie ohydnych manipulacji, handlu aż od utraty piękna. Nie krytykuję istnienia sztuki komercyjnej lecz bezcelowe dopatrywanie się w niej wartości postępowych. Dzisiejsza sztuka to w 90% moda. Moda ma swój własny styl. Jedni sami go budują inni przejmują style innych dla kształtowania swojej pseudo osobowości. Jest moda na bycie kimś. Powodzenie i sukces ten osiąga się poprzez tolerancję i akceptację tego kogoś przez otaczającego ślepe przewody pokarmowe. Jeśli się odpatruje to należy robić to umiejętnie. Kandinsky czy Malewicz byli Einsteinami sztuki. Ich osiągnięcia artystyczne w konsekwencji stały się dziś źle wykorzystane i niebezpieczne dla sensu istnienia wielu współczesnych obrazów. Z muzyką jest podobnie. Dobrze by było gdyby każdy twórca mógł się raz do roku zaprezentować całemu światu. Miałby wtedy więcej niż 10% życia na poważne działania a nie tracenie 90% czasu na dążenie do sławy. Czyżby ekstrawagancja i szokowanie miały być środkami artystycznej wypowiedzi? Opanujmy się! Przecież są to dzisiaj po prostu narzędzia do robienia szmalu. Na to w sztuce miejsca nie ma. Artyście nie wolno dać się ponieść euforii, musi panować nad swoimi działaniami, mieć kontrolę i świadomość. Pójście na całkowity żywioł doprowadza tylko do demonstracji swojej osoby. A czy artysta to jakiś eksponat czy zwierzę do podziwiania? On ma być pośrednikiem międzyludzkimi nastrojami tymi osiągalnymi i tymi nieosiągalnymi. W końcu eksperyment to taki pół środek do pobudzania wyobraźni, do budowy podłoża na którym należy mówić o rzeczach w o rzeczach ważnych. Dlatego pełnią artystycznej wypowiedzi jest integralność eksperymentu z posłannictwem. Taki umiarkowany uniwersalizm jest cudownym mechanizmem pedagogicznym. On buduje postęp i pozytywne jestestwo angażując wszystkie bodźce uczuciowe. Dlatego jakaś nowa forma muzyki nie będzie nigdy istniała dla starych uszu. Metodą na to zrównoważenie jest tylko i wyłącznie uniwersalizm. Czyli niezagrzebywanie się muzyka w jeden tylko tok myślenia i w jeden tylko sposób przekazywania swoich spostrzeżeń i wniosków. Artysta totalnie zamknięty w tzw. swoim własnym stylu nie jest w stanie ciągle przemawiać do ludzi lecz tylko przez jakiś czas. Dlatego dawaliśmy kiedyś jednorazowe koncerty. Nasza grupa nie powstała żeby zginąć. My stosujemy zasady artystycznej tolerancji i uniwersalizmu w sztuce. Jesteśmy wolni od wszelkich schorzeń, naleciałości czy stylów. Możemy zagrać co chcemy a nie to co musimy żeby było w jakimś tam stylu. Będziemy zawsze stać na straży sztuki. Muzyka awangardowa musi być nastawiona na syntezę treści i formy, bądź jest czystą formą. Ona jest wówczas postępowa. Muzyka nastawiona wyłącznie na treść kojarzy się raczej z odcieniem pieśni folkloru czy obrzędu lub kultu pochodzenia (w przypadku muzyki silnie zaangażowanej).  Tworzą się wtedy wartości trwałe (np. tradycja) a nie postępowe. Muzyka taka to towarzyszy człowiekowi w codzienności mile spędzając czas. Dlatego my łączymy eksperyment z treścią. Nie tracimy wtedy kontaktu z słuchaczem pozostawiając go jednocześnie niedaleko za sobą. A więc umiarkowanie w działaniu. Muzyki awangardowej nie można zrozumieć od razu. Ona jest dla „obcych” niedostępna. To rodzaj sztuki elitarnej. Odbiorca musi ją stopniowo przyswajać i zagłębiać się w jej wartości artystyczne. Musi z nią rosnąć żyć i pokochać a będzie jej bronią jak miłości. Nie jest to muzyka dla rozrywki. Sztuka użytkowa i tzw. czysta sztuka to skrajności, z których jedna dotyczy ciała a druga ducha. Każdy ma z nią styczność choćby siadając na krześle zaprojektowanym przecież przez plastyka. Rozwój artystyczny człowieka powinien przebiegać od sztuki użytkowej w kierunku umysłowej: Na połowie tej drogi leży tzw. rozrywka i tutaj zatrzymało się ludzi najwięcej. Niestety – nawet tych którzy są za postępem w muzyce (im się to wydaje) ulegają bowiem fascynacji wielu elementami zapożyczonymi z awangardy. Na przykład wydobycie na pierwszy plan instrumentów niegdyś akompaniujących: perkusja, bas a wycofanie w głąb instrumentów niegdyś prowadzących: gitara, klawisze. Dołączanie do instrumentarium trąbek, skrzypiec albo różnych instrumentów perkusyjnych (cały czas mowa o muzyce rozrywkowej). Nigdy nie wiedziałem o co chodzi dziewczynie, która przez cały koncert trzęsie jednym marakasem lub gitarzyście wciąż poprawiającemu swą apaszkę. Nie dziwię się zatem opiniom że muzykę tego typu można grać na jednych organach dobrej firmy. Możliwość taka jest wówczas dowodem na nieistnienie w takiej muzyce niczego poza dźwiękami. Wydaje się wtedy wszystko proste i zrozumiałe. Jednym słowem odwrotnie niż w muzycznej awangardzie, kiedy przeciętny odbiorca nie widząc możliwości jej uchwycenia – wstydliwie… rezygnuje. On widzi sens tylko w melodii możliwej do zagwizdania. Niektórzy słuchacze i muzycy uważają że awangarda to między innymi zbiór bezsensownych dźwięków. Otóż muzyka awangardowa to przede wszystkim świadome wydobywanie dźwięków w celu stworzenia takiej płaszczyzny muzycznej, która sugeruje, tworzy i wyznacza treści niemożliwe do przedstawienia w inny sposób. Nasza muzyka poprzez silnie rozwinięte wartości pozamuzyczne wymaga dużej wrażliwości odbiorcy na każdy szczegół. Szczególnie w rozwiniętych kompozycjach a najbardziej w części improwizowanej. Muzyka tego typu często doprowadza do takich rozwiązań harmonicznych że niekiedy imituje naturę. Oryginalne dźwięki natury wbrew pozorom nie są muzyką nawet gdyby je odtwarzać z magnetofonu jako tło lub fragment kompozycji (modne). To ogranicza wyobraźnię słuchacza bo materiał jest już gotowy. Jestem za ewentualnym używaniem magnetofonu jako specyficznego instrumentu elektromechanicznego. My tego nie używamy. To dziś maniera, tak jak video na koncertach wielu grup. Mam cholerny szacunek dla opanowania i wyważenia działalności muzycznej w taki sposób by za szybko nie powiedzieć i nie zagrać wszystkiego. Gdy maluje się obraz na białym podkładzie należy umiejętnie operować czernią by potem nietknięty podkład sprawiał wrażenie namalowanego oddzielnie. Tak właśnie jest na przykład z naszymi poglądami politycznymi, które niewypowiedziane stają się czytelne poprzez specjalne operowanie innymi tematami. W wyniku tych operacji uzyskujemy niejednoznaczny klimat ciepła i złudzenia optymizmu. Jestem za kameralnym procesem przeciwstawiani. Atmosfera kameralna rozbudza szacunek i uczucia obecnych. Im większa widownia tym mniejsza skuteczność naszej muzyki. Dla pełniejszego kontaktu z widownią stosujemy skromne ilustracje plastyczne do poszczególnych kompozycji. Operujemy w nich przede wszystkim symbolem jako najkrótszym i skutecznym przekazem myśli. Rysunki czy obrazy bardziej rozwinięte plastycznie mogłyby niepotrzebnie rywalizować z muzyką. Tak więc ilustracje te nie są oddzielnymi pracami lecz widzialną cząstką naszej muzyki. A z głośników płyną sugestie, skojarzenia, nastroje. Koncert jest dla nas wielką chwilą skupienia. Szczególnie w części improwizowanej gdzie za zadanie mamy mieć kontrolę nad sobą i nie zbaczanie z tematu. Nigdy nie nastawialiśmy się na pisanie tekstów czy stronę wokalną grupy. Teksty spełniają u nas mniej więcej funkcje wspomnianych ilustracji. Zawsze powstawały i powstają spontanicznie i nierzadko podpowiadają niemal całą koncepcję utworu. Przez cztery lata istnienia grupy daliśmy niespełna piętnaście koncertów. Nasza muzyka prezentowana była przez niezależne rozgłośnie radiowe w USA i we Francji. Została zarejestrowana na płycie wydanej w W. Brytanii oraz na ośmiu kasetach w kraju i za granicą. Na temat naszej muzyki pisano w fachowej prasie muzycznej w USA, Francji, Japonii, Belgii. Uważamy za sukces zaakceptowanie naszej muzyki w najważniejszych ośrodkach muzyki postępowej na świecie. Poza tym dumni jesteśmy z fachowej opieki psychicznej i organizacyjnej którą obdarzył nas: Henryk Palczewski – jeden z niewielu ludzi w naszym kraju silnie związanych z postępem w muzyce w ogóle. Z jego osobą wiąże się również powstanie grupy Reportaż w maju 1982 roku, jak również propagowanie muzyki zespołu do dziś i managerstwo. Oczywiście książki tej mogłoby nie być. Jest ona jednak kolejną dopowiedzią do muzyki. Tak jak ilustracje, teksty czy scenografia. Teraz po przeczytaniu nie jest ważne co o nas wiesz lecz co myślisz. Wszystko budujemy tak żeby w każdym fragmencie Reportażu było to samo, bo nieważne ile zapamiętasz. Ważne jest co teraz czujesz – jak duży pozostał w tobie ślad. Każdy ma swoje życie i my nie spodziewamy się że wciąż tylko o nas myślisz. My mamy tylko małą nadzieję na twoją pozytywną zmianę. Bo każda najmniejsza zmiana to postęp, a to jest naszym celem. Życie na ziemi to ciągła walka. Walka z odwrotnością, ze stabilnością pod każdą postacią. Młody chce być dorosłym, dorosły młodym. Dąży się do upraszczania do nowoczesności by za chwilę narastał sentyment do retro. Nasze życie jest jak wahadełko lecz wydaje się wszystkim że każde jego wychylenie to krok do przodu. Ty walczysz o swoje miejsce na ziemi umacniasz swoje poglądy – my umacniamy swoje podsuwając je tobie. Wszystko jest jak zwariowana pogoń psa za swoim ogonem. Jemu się wydaje, że wciąż biegnie do przodu… maj 1986 Andrzej Karpiński (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

Reportaż - felieton, autor Andrzej Karpiński, PZ-21, ARS2, Piła 1 września 1986 r.

1986 LIPIEC PRASA

1986.07.20 – Tygodnik Pilski nr 29 (339), Henryk Palczewski, Warszawa. >> pdf

„Święto Twojej Muzyki”. Chodzież na tarczy. „Święto Twojej Muzyki”. Trzeba przyznać, że jak na tego typu”spęd rockowy”, było dobrze(pod względem organizacyjnym) i dużo lepiej, niż na innych tego typu imprezach. Publiczność dopisała po części, mogłoby być jej więcej, ale biorąc pod uwagę skromną reklamę i miejsce, było jej i tak sporo. W ciągu dwóch dni koncertowych (trzeciego dnia ich nie było) przez scenę przewinęło się kilkanaście grup z kręgu muzyki stojącej obok konwencjonalnego rocka. Całość koncertów podzielona była n bloki: punk i postpunk (Ręce Do Góry, Anti Armia, Deuter, Stan Zvezda), rock alternatywny (Reportaż, Hien-A), reggae (Harmagedon, Immanuel, Kultura, Izrael). Ponadto w dniu reaggowym wystąpiły: blesowy Stalker, elektroniczno-akustyczna grupa Teraz oraz na zakończenie Zgoda. Odbyło się również szereg spotkań z ludźmi kultury: Bratkowski, Siejak, Jedynak… Nie było mi dane ich wysłuchać i żałuję, bo podobno były bardzo ciekawe. Osobiście najwyżej oceniam występy grup: Ręce Do Góry, Reportaż, Hien-A. Każdy za coś innego. Reprezentanci ostrego punka (Deuter, Anti Armia) jeszcze raz przekonały mnie, że obecny punk to „szpanowany czad”, nudny i bez sensu. Wykrzykiwanie „walczących” tekstów brzmi zabawnie, gdyż publiczność punkowa przez cały czas zajęta jest sobą i pogo. Teksty były jej całkiem obojętne, a podobno do nich adre-……… nie zna się innego „reggae”, tego z Jamajki. Ja znam, stąd moje niezadowolenie. Grpa Teraz okazała się pseudointelektualnym i nadętym mariażem wpływów Orkiestry Ósmego Dnia, Popol Vuh i Tangerine Dream. Nic od siebie. Oczywiście obecnie trudno jest wymyśleć coś nowego i wcale nie o to chodzi. Tym niemniej do każdej twórczości trzeba włożyć własną cząstkę, własne spojrzenie, a do formy muzycznej podejść z dystansem. Nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy to muzyka „wpasowuje się” w formę. To ona musi się w niej odnaleźć. Rozreklamowana Zgoda wzbudziła apetyt na wielką sztukę. Połączenie muzyki i równoczesnego malowania olbrzymiego obrazu – chociaż pomysł nie nowy – wydawało się być ciekawym pociągnięciem. Ja jednak odebrałem to bardzo negatywnie. Muzycy grali sobie wybijany, nudny, prostacki rytm, a malarze malowali sobie (nic ciekawego). Żadnego zazębienia. Wyróżnione na wstępie trzy zespoły zaplusowały swoją oryginalnością, chociaż też nie było nic nowego, ale bardzo świeżego. Ręce Do Góry zagrały ponury, mroczny, wręcz przygniatający rock z dużymi wpływami punka. Forma była bardzo surowa, napięcia emocjonalne wyraźnie podkreślone, a całość świadomie ustawiona. Na pewno tematyka jest sprawą kontrowersyjną. Jest to muzyka „tu i teraz”, a robienie szumu wokół tekstów grupy całkiem niepotrzebne i oparte na wyrywkowej i demagogicznej analizie. Ostatecznie jest rok 1986 a nie 1979. Reportaż przedstawił skrócony program, który w całości prezentował na „Rock Aut” w Pile. Ich twórczość to w pełni pojęta muzyka. Bez ograniczeń formy, nastrojów, tematu. Dbałość o przekaz i niezapominanie o estetyce. Wydaje mi się, że jest to jedna z nielicznych grup, która ma świadomość, że jest z Polski. Nie chodzi mi o folklor, ale o naszą mentalność, zachowania, postawy, skłonności. Najwięcej kontrowersji wzbudził spektakl połączonych grup Hien-A i teatru Margines. Dadaizm w najczystszej formie. Szokowanie publiczności, próby jej podrażnienia, chaos, spontaniczność i pozorny brak koncepcji. Tylko czemu tak nagle się skończył? Aparatura nawaliła? Akcja dopiero się rozwijała. Zdania są podzielone, ale chyba o to chodziło. Nie ma tu miejsca na pojęcie „podoba mi się”; to ma oddziaływać, nawet jesli budzi niesmak. Jest to zjawisko całkiem normalne da współczesnej sztuki i awangardy rockowej również. Dużo krytyki zawarłem w swych spostrzeżeniach z pobytu w Chodzieży, ale w sumie imprezie trzeba postawić ogromny plus. Dobrze, że słuchamy takiej muzyki. Papa Dance i Kombi nie prowadzą nigdzie, co najwyżej do butików, szpanu, dyskoteki, błyskotek, pieniędzy łatwo zarobionych i łatwo wydawanych w dyskotekowych barach. Mimo, że większość grup zawiodła moje oczekiwania (być może mam zbyt duże wymagania) to i tak widać, że gdzieś one zmierzają, szukają wartości i nie zapominają, że nie wszystko zlotem, co się świeci. A kto szuka ten znajduje. Dyrektor ChDK zapraszał na spotkanie za rok. Trzymamy za słowo. Tylko czy musi być tak drogo jak w tym roku? Henryk Palczewski  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1986-07-20-MUZYKA-15-PRASA-Reportaz-Palczewski-Henryk-Tygodnik-Pilski-nr-29-339

1986 CZERWIEC PRASA

1986.06.07 – Tygodnik Pilski nr 23 (333), Henryk Palczewski, Warszawa. >> pdf

Rock alternatywny. Chodzieska alternatywa… zorganizowaniem szeregu spotkań publicystów, dziennikarzy, muzyków oraz publiczności. Tematy rozmów będą ciekawe, a grupy grające również interesujące. Nie będę zdradzał o czym planuje się rozmawiać, niech to będzie niespodzianką. Natomiast jako magnes przyciągający podam z kim prowadzone są rozmowy w sprawie wystąpienia na festiwalu. A więc można będzie usłyszeć następujące grupy: Variete, Armia, Izrael, Wielka Łódź, Reportaż, Pancerne Rowery, Hien-A, Formacja Nieżywych Schabuf, Ręce Do Góry, Katharsis… Ponadto może wystąpi angielska grupa awan- ……… ten sposób każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie, ale lepiej byłoby, jakby zjawili się ludzie otwarci na wszystkie style muzyczne; tacy którzy szukają wartości w każdej muzyce i nie zamykają się do jednego kanału. jest nadzieja, w przypadku powodzenia tej imprezy, że będzie to przedsięwzięcie cykliczne. Bliższe informacje o tym festiwalu można uzyskać w Chodzieskim Domu Kultury, ul. Obrońców Stalingradu 15, 64-800 Chodzież, tel. 20-513 lub 20-030. H.P. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1986-06-07-MUZYKA-15-PRASA-Palczewski-Henryk-Tygodnik-Pilski-nr-23-333-Pila

1986 MARZEC PRASA

1986.03.15 – Informator P.Z. (Pod Ziemią) nr 19, Henryk Palczewski, Piła. >> pdf

Piąta kaseta poznańskiej grupy Reportaż zawiera kompozycje z ostatniego koncertu „W oczekiwaniu na to samo…”/A.R.S.05/. Są to pierwsze nagrania przeznaczone do rozpowszechniania po drastycznej zmianie składu osobowego a tym samym i brzmienia zespołu. Strona pierwsza zawiera nagrania studyjne a druga z koncertu w klubie „Remont” w W-wie /18/01/1986/. Wydaje się, że jest to najciekawsza propozycja. Rozszerzenie instrumentarium w zdecydowany sposób powiększyło możliwości grupy, chociaż koncepcja muzyki pozostała ta sama. Nadal są to niekonwencjonalne piosenki o różnych formach i treściach, i nadal dotyczą one spraw „tu i teraz”. Na  pewno muzyka jest mniej emocjonalna niż poprzednio ale jest ona bardziej świadoma i „dokładniejsza” w wyrazie. Jednak najważniejszą sprawą jest to, że Reportaż nie zatracił swojego „stylu” i praktycznie – pomimo perturbacji osobowych jest to nadal ta sama grupa, tylko, że chyba jest krok dalej. Krok dalej ale po wyznaczonej drodze bez zbędnego błądzenia. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

Reportaż - wzmianka prasowa, autor Henryk Palczewski, PZ-19 ARS2, Piła 15 marca 1986 r.

1986.03.01 – Non Stop nr 03 (162), Cezary Bystrzycki, Warszawa. >> pdf

Reportaż – Warszawa, Riviera – Rock Front. Znajoma sala, gdzie od niedawna już regularnie spotyka się „arystokracja” jak powiedziała o widowni koleżanka. Dzisiaj po raz trzeci w tej sali zagra Reportaż z Poznania. Zespół powstał w listopadzie `82 z inicjatywy Andrzeja Karpińskiego (perkusja, teksty, śpiew) do którego dołączyli: najpierw Piotr Łakomy (gitara basowa, śpiew) – obaj wcześniej rockowy Sten, później Marzena Kaczmarek (organy, śpiew) oraz Jacek Hałas (fortepian, organy, trąbka, śpiew). Od samego początku grają piosenki – pastisze, stopniowo rozwijane muzycznie i wzbogacane brzmieniowo. W historii tego zespołu będzie to trzynasty koncert. Wcześniej występował głównie w klubach studenckich Poznania i województwa, w tym na kilku Festiwalach Muzyki Nowofalowej. We wrześniu `84 dali dwa koncerty (Toruń, Warszawa) z duetem Skeleton Crew (F. Frith, T. Cora) USA. Od października `85 Reportaż występuje w składzie: A. Karpiński (perkusja, rysunki, teksty, śpiew), P. Łakomy (gitara basowa, rysunki, śpiew), Arek Dąbrowski (fortepian, organy, śpiew)  i Paweł Paluch (fagot, flety, cymbały, śpiew). Na estradzie oszczędna scenografia ale wystarczająco kameralna. Za plecami muzyków czarna kotara, a na stojaku plansze oświetlone „gołą” żarówką ilustrujące kolejne utwory. Muzycy nieco zdezorientowani (25 minut opóźnienia i brak widowni) zaczynają trochę „kanciasto” grać. W tym momencie wchodzą ludzie na salę (widocznie taki zwyczaj) i niebawem muzycy już się rozumieją. Ja także już chyba wiem o co chodzi na scenie. Brzmienie i forma jakby znajoma a kojarzy mi się ze „stajnią” Recommended Records – więc jest to rok na pewno awangardowy, chociaż zapożyczony. Zapożyczony – nie w znaczeniu negatywnym. Większość muzyków (poważnie się narażam) zapożycza formę, brzmienie, pomysły i nie widzę nic w tym złego, Reportaż na naszym rynku muzycznym jest absolutnie oryginalny i niepowtarzalny, tak w formie jak i treści a także z racji wykorzystywanych instrumentów. Tradycja formy jaką nam proponują jest europejska (Henry Cow, Slapp Happy, Zamla Mammas Manna, Universe Zero) ale nie stąd i w tym sensie zapożyczona. Zresztą dzisiaj wszystko jest międzynarodowe – nawet muzyka. Dla mnie są to piosenki – opowieści o życiu i ludziach, przez to samo niebanalne i prawdziwe. Piosenki czasem zaangażowane, poetyckie i abstrakcyjne. Pod dowcipną formą (czasem może natrętną i dziecinną) przekazują całkiem nie dowcipne myśli o ludziach. Muzycy próbują nam coś przekazać (forma komentarza), porozumieć się. W tym sensie forma muzyczna jest podporządkowana myśli. Jeżeli tylko oprawa muzyczna dorównuje treści – jest wszystko w porządku. W tym przypadku tak nie jest. Muzycy są jeszcze zbyt „młodzi technicznie” aby udźwignąć tak ambitne zamierzenie. Warsztat muzyczny w tym wypadku jest bardzo istotny, im lepsze wykonanie tym pełniejsze opowieści. Niewątpliwie dwoje nowych muzyków znacznie wzbogaciło brzmienie zespołu – A.D. i P.P. są uczniami szkoły muzycznej (wcześniej zespół Hepening). A.K. i P.Ł. w ubiegłym roku ukończyli Liceum Plastyczne. Sporo w ich muzyce walczyków, oberków, rock and rolli a nawet improwizacji. Całość brzmi trochę odpustowo, jakby w krzywym zwierciadle i na pewno jest efektem zamierzonym. Faktura muzyczna bardzo żywa, ciągle coś się dzieje. Program jaki zaprezentował Reportaż, mimo wielu niedoskonałości, był przemyślany, zwarty i konsekwentny. Uważam, że było to naprawdę wydarzenie na naszym rynku muzycznym. A nawet można wylansować kilka „przebojów” – na przykład „Zbieg”. Myślę, że jest odwagą, przy absolutnie niepopularnym repertuarze, dać blisko dwugodzinny koncert i zainteresować słuchaczy Riviery. A naprawdę to propozycja jaką przywiózł zespół Reportaż jest bardzo złożona i trudno o niej pisać – to trzeba nie tylko posłuchać, ale i zobaczyć. Zapraszam. Cezary Bystrzycki  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1986-03-01-MUZYKA-15-PRASA-Reportaz-Bystrzycki-Cezary-Non-Stop-nr-03-162-Warszawa

1986 STYCZEŃ PRASA

1986.01.02 – Non Stop nr 01 (160), Cezary Bystrzycki, Warszawa. >> pdf

Grupa Reportaż istnieje obecnie jako kwartet: A. Karpiński – perkusja, śpiew; P. Łakomy – gitara basowa, śpiew; P. Paluch – fagot, flet, wibrafon, śpiew i A. Dąbrowski – instrumenty klawiszowe. W tym składzie zaprezentowała w poznańskim klubie „Nurt” swój nowy program „W oczekiwaniu na to samo…”. Wcześniej, nakładem amerykańskiej firmy Transient Sonic Stimulants, ukazały się dwie kompilacyjne kaset Zidsick XXXII i Zidsick XXXX, na których – obok niekomercyjnych grup zachodnich – wydano dwa utwory Reportażu, nagrane podczas warszawskiego koncertu (wspólnie ze Skeleton Crew).  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1986-01-01-MUZYKA-15-PRASA-Reportaz-Bystrzycki-Cezary-Non-Stop-nr-01-160- Warszawa

1985 GRUDZIEŃ PRASA

1985.12.15 – Tygodnik Pilski nr 50 (308), Henryk Palczewski, Piła. >> pdf

Re Record Quartely Vol. 1. Dzisiaj znowu chciałbym zainteresować wydawnictwami londyńskiej firmy Reccommended Records. Jest to jedna z ważniejszych „label” propagujących awangardę i alternatywe rocka w przeróżnych formach. W maju ubiegłego roku uruchomiła ona unikalne wydawnictwo „Re Records Quartely Vol. 1”. Jest to kwartalnik składający się z płyty oraz czasopisma. Wydawane ono jest z wielką dbałością o wyraz plastyczny a zawiera, oprócz szeregu informacji bieżących z nurtu awangardy, rozprawy i rozważania o sztuce muzycznej, sytuacji społeczno-politycznej i roli muzyki rockowej w tym kontekście… a więc to wszystko co można określić mianem „kultura współczesna”. Natomiast na płycie rejestrowane są nigdzie nie publikowane nagrania przeróżnych grup. Najczęściej są to sprawy bardzo unikalne. Pierwszy numer kwartalnika (z maja ubiegłego roku) zawiera nagrania m.in. Lowes Note, Nikolaso Chadimy, duetu Cutler/Cooper, Kalahari Surfers. W marcu br. ukazał się drugi numer Re Records Quartely Vol. 1 No 2 (klopoty różnej natury sprawiły ten wielomiesięczny poślizg). Czasopismo zawiera bardzo ciekawe rozważania o roli studio nagraniowego w muzyce rockowej autorstwa Chrisa Cutlera, artykuł o muzyce rockowej i sytuacji społeczno-politycznej w RPA, informacje o grupach rockowych ZSRR… Natomiast płyta przynosi nagrania bardzo ciekawego, efemerycznego zespołu Duck and Cover. W jego skład wchodzą: Tom Cora, Chris Cutler, Fred Frith, Heiner Goebbels, Alfred Horth, Dagmar Krause i George Lewis. Totalna muzyka jest wypadkowa twórczości grup, w których uprzednio grali lub też nadal grają wymienieni muzycy, a więc: Art Bears, Cassiber, Skeleton Crew, Henry Cow. Grupa opierając się o doświadczenia różnych stylów łączy je w całość spinając konkretno-eksperymentalnymi improwizacjami i jak zawsze w przypadku spotkania tych muzyków, całość jest silnie zabarwiona aspektami społeczno-politycznymi, sympatyzującymi z ideologią socjalistyczną. Na stronie drugiej, płyta zawiera nagrania: eksperymentalisty na polu muzyki konkretnej Johny Oswalda, awangardowego puzonisty Connie Bauera oraz trzy utwory poznańskiej grupy Reportaż. Pochodzą one z okresu kiedy zespół występował jako trio: Hałas (pno), Karpiński (dr) i Łakomy (bg). W tej chwili jest to więc dokument czasu minionego, ale tylko formalnie, bowiem jest to nadal bardzo aktualna muzyka, a jej wartość nie poddała się działaniu czasu Obecnie grupa występuje jako kwartet i jej twórczość znacznie odbiega od tamtej(ci, którzy byli na koncercie w Pile wiedzą jak ten zespół brzmi aktualnie). Przez krótki okres czasu Reportaż był nawet kwintetem opartym o brzmienie gitary basowej, perkusji, fagotu, instrumentów klawiszowych i wiolonczeli. Właśnie nagrania z tego chwilowego okresu zostały wydane na kasecie „Insane Music For Insane People Vol. 8” skompilowanej przez belgijskiego muzyka i producenta Alaina Neffe. Obok Reportażu kaseta zawiera nagrania awangardowych grup zachodnich z których najbardziej interesującą jest zespół Human Flesh. Wracając do poznańskiej grupy, zauważa się, że zdania o jej twórczości są bardzo podzielone. Część fanów gloryfikuje wczesne dokonania a inni brzmienie, które poznaliśmy w Pile. Osobiście cenię obydwa okresy, ten wczesny – za ekspresję, programową chropowatość, dynamizm i prostotę formy przy dużych napięciach emocjonalnych. Ten aktualny, za rozbudowane formy, bogactwo różnorakiej estetyki, swobodę formalną i rozmach. Wracając do Re Records Quartely Vol. 1 trzeba przyznać, że jest to niezwykle cenna inicjatywa. Szkoda tylko, że warunki finansowe pozwalają na edycję w wysokości 500 egzemplarzy, przez co wydawnictwo to bardzo trudno dostać. Ale, kto szuka – jednak znajduje… H.P. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1985.12.15 MUZYKA PRASA Reportaż artykuł prasowy, autor Palczewski Henryk Tygodnik Pilski nr 50 308

1985.12.14 – Informator P.Z. (Pod Ziemią) nr 17, Henryk Palczewski, Piła. >> pdf

Reportaż. 17 października 1985 roku w klubie Nurt w Poznaniu z nowym programem „W oczekiwaniu na to samo…” wystąpiła grupa Reportaż. Zagrała ona jako kwartet: A. Karpiński (dr, voc), P. Łakomy (bg, voc), P. Paluch (fagot, wibrafon, flet, instr. perk., voc) oraz A. Dąbrowski (kybds, voc). jest to chyba ostateczny skład grupy po zmianach. Reportaż zaprezentował nowe swoje brzmienie ale…  (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

Reportaż - wzmianka prasowa, autor Henryk Palczewski, PZ-17, ARS2, Piła 14 grudnia 1985 r.

1985.12.08 – Tygodnik Pilski nr 49 (307), Jacek Prześluga, Piła. >> pdf

Reportaż przyjechał do Piły z półtoragodzinnym programem pt. „W oczekiwaniu na to samo”. Wiele już o tej grupie słyszałem nigdy jednak nie posmakowałem jej muzyki. Reportaż, jak i cały polski postpunkowy underground, kopany jest przez macherów od list przebojów, fachmanów z branży, recenzentów pism muzycznych i speców z radiowych studiów nagrań. Dlaczego? Ważą na tym zarówno kwestie natury – ponoć politycznej, a także pieniądze, gusta i guściki, którym rock alternatywny schlebiać nie chce i nie potrafi. A muzyka Reportażu? Aż boję się ją opisywać… Jest tu klimat tak typowy dla awangardy, tak bardzo współczesny. Nastroje z „Bolera” Ravela i „Obrazków z wystawy” Musorgskiego przeplatają się z muzycznymi pastiszami, folklorem, jazz rockiem, nowa falą. Są melorecytacje, są ekstra songi. Błyskotliwa jest „Niedziela”, cieszy ucho smakosza „Witraż”, „Zbieg” i „Obrzęd”. W tej muzyce jest wszystko, łącznie z brakiem…………………………………….. chem, The …………… h, aria, burleska i in., jednak głównie – Reportaż. Ze swoim widzeniem świata pełnym ironii, spostrzegawczości, zadumy, refleksji. Ten muzyczny reportaż jest nie tylko awangardowy – jest zastanawiający, inny udziwniony – ale nie sztucznie, nie na siłę. Wszystko tu gra, wszystko podporządkowane jest głównej idei, nawet gwałtowne i rażące załamania rytmu – co stanowiło główny zarzut recenzentów tej muzyki po koncertach Reportażu z duetem Skeleton Crew (Warszawa` 84). Ile jest konsekwencji w tej awangardzie? Czasem miałem wrażenie gubienia się muzyków w ich podstawowym nurcie, chęci „skoku w bok”, skłonienia się ku bardziej tradycyjnym kierunkom, lecz konwencja (albo jak kto woli: brak konwencji) na to nie pozwala. Reportaż gra swoją muzykę, po swojemu łączy wszystkie gatunki. Wychodzi z tego awangardowy seans, który niesie niekonwencjonalne przeżycia estetyczne – od euforii po bezgraniczne zdumienie, od słodkich uniesień po irytację. I tak być powinno. Jedynym zarzutem, jaki mogę postawić, jest słabość wokalnej strony kompozycji. Nie razi to w formach pastiszowych, denerwuje natomiast tam, gdzie melorecytacje są głównym punktem uwagi słuchacza. Może warto byłoby poszukać jakiegoś autentycznego wokalisty, który śpiewałby niektóre, co cenniejsze partie wokalne – bowiem szkoda je przez głosową nieudolność psuć i tracić. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1985-12-08-MUZYKA-15-PRASA-Przesluga-Jacek-Tygodnik-Pilski-nr-49-307-Pila

1985.12.01 – Tygodnik Pilski nr 48 (306), Henryk Palczewski, Piła. >> pdf

Rock alternatywny w Pile! Od dłuższego czasu prezentuję na łamach „TP” sylwetki ruchu określanego mianem rocka alternatywnego. Ten nurt jest rozwinięty najbardziej w krajach zachodnich. Tym niemniej pojawił się on w Polsce i zatacza coraz szersze kręgi. 7 grudnia w PDK wystąpią trzy grupy krajowe z tego nurtu. Trzy zespoły działające w jednym nurcie, a jednak całkowicie sobie przeciwstawne. Ta „inność w jedności” to jedna z cech muzyki alternatywnej. W Pile usłyszymy: postpunkową pilska grupę Ręce do góry, mroczne cold-wave Variete z Bydgoszczy raz art-rockowy Reportaż z Poznania. Myślę, że w takim zestawieniu muzyka rockowa zadowoli najbardziej wybredne gusty… oczywiście o ile nie zostały one już całkowicie sprzedane komercjalno-rozrywkowej muzyce. Tym bardziej, że wymienione zespoły są już sprawdzone, a ich twórczość ceniona w kręgach alternatywy i awangardy. Nie będzie to ani muzyka ładna, ani też grana dla zabawy, ale za to autentyczna, jak każda wartościowa sztuka. H.P. (zachowano oryginalną pisownię nazw i zwrotów)

1985-12-01-MUZYKA-15-PRASA-Palczewski-Henryk-Tygodnik-Pilski-nr-48-306