1985 teksty, obrazy, ilustracje

Ilustracje i teksty do programów koncertowych z roku 1985. Do prezentacji ilustracji w trakcie wykonywania utworów służyły składane sztalugi ustawione za plecami muzyków, tuż pod żarówką oświetlającą środek sceny. Format 100cm x 70cm, papier, technika pędzla i tempery.

W oczekiwaniu na to samo

Kiedyś myślałem, że to wszystko minie
To jest taki dziwny ból
tutaj, gdzieś za oczami
Zmieniałem i zmieniam wszystko na około siebie,
lecz siebie samego nie mogę
Z całej siły się staram,
aż dzisiaj płonę i czekam na eksplozję,
pozornie siedząc spokojnie…

Andrzej Karpiński – październik 1985

Wybór

poniedziałek, wtorek, środa,
czwartek, piątek, sobota,
niedziela, poniedziałek,
wtorek, środa, czwartek,
piątek, sobota, niedziela,
poniedziałek, wtorek, środa,
czwartek, piątek, sobota,
niedziela, poniedziałek, wtorek,
wtorek, wtorek, wtorek,
wtorek, wtorek,
wtorek…

Andrzej Karpiński – wrzesień 1985

P-oszukiwacze

Po nieprzespanych kilku dniach
znalazłem złoto – szczęście mam.
Zbuduję sobie z dala stąd,
moje marzenie – mały dom.
Hej, ty! Chodź no tu!
Dawaj złoto, połóż tu!
Tak nie można, żebyś sam
zaprzepaścił szczęście nam!

Andrzej Karpiński – lipiec 1985

Sen

Hej, Ty! Podaj mi chusteczkę
Raz, dwa! Wyskocz za barierkę
Psiakrew! Przesuń się troszeczkę
Przecież ja się jeszcze zmieszczę
Kiedy tak żyć przestaniemy, któż to wie?
Przecież gdzie indziej mdleją ludzie
Głodni, w nadziei walczą o swój los
A my tracimy czas…

Andrzej Karpiński – czerwiec 1985

Reportaż

Słyszycie te świerszcze?
Cykają, jak gdyby nic się nie stało
Obojętne im jest skąd jestem,
a jednak pytają o pochodzenie
Czasem powiem coś do widzenia,
a czasem coś do nich
Już nie ma gołębi
na Placu Wolności
cienie krzyży
sięgają tu z litości

Andrzej Karpiński – czerwiec 1985

Niedziela

utwór instrumentalny

maj 1985

Bydlątko

Dlaczego nie mogę leżeć na wznak
i przed zaśnięciem o niczym nie marzyć?
Na ścianie, przy łóżku kolejny znak
postawiłem go również na twarzy.
Siedem odruchów bezwarunkowych
określa mnie jako wariata.
Czuj się swobodnie!
(podpowiada mi ktoś przypadkowy)
Topię się w basenie bez wody
Głęboki wdech…a potem odczuwam
wsysanie, wsysanie w długą, szklaną rurę
Lecę w dół w pozycji embriona
spychając po drodze innych ludzi i śmieci
Nie widać końca rury, duszę się,
a kamery są rozmieszczone na zewnątrz…
W przejściu dla pieszych martwe zwierzę
spłaszczane pojazdów kołami
pozostał wilgotny znak
Przyszłości będzie w nim do twarzy
przed chwilą jeszcze pomyślało:
dzisiaj już nic się nie wydarzy
Raz pod wozem, raz na wozie
krótkie chwile, ja się boję
w czarno-białym samochodzie
wolę jechać po tej drodze
Przecież jestem dżentelmenem
daję, biorę, biorę daję
raz pod wozem, raz na wozie
biorę daję, daję biorę, la, la la…

Andrzej Karpiński – maj 1985

Narcyz

utwór instrumentalny

kwiecień 1985

Wakacje

Sfotografuję
jak ucieka czas
lecą bociany
ciotka pyta się:
nie chodzi o te gruszki,
ale po coś tam wlazł?
Zejdź i lepiej zobacz
jak ucieka czas…

Andrzej Karpiński – kwiecień 1985

Ciągle dalej

Tysiące ludzi wyszło stąd
lecz do królestwa wszedłem sam
spojrzałem na dół, potem wzwyż.
Ptaki wskazują w stronę palm
i dalej, ciągle dalej,
i dalej, ciągle dalej…
Tu na południu pośród skał
ujrzałem napis:
meta – start
potem nadeszła wieczna noc
Czy to królestwo, czy to “start”?
i dalej, ciągle dalej,
i dalej, ciągle dalej…

Andrzej Karpiński – marzec 1985

Epitafium niechcianego

Przebaczam temu,
co to uczynił
Niech żyje sztuka,
radość i smutek,
zielona trawa
i serca dwa na niej
Umieram, umieram,
historia wybiera…

Andrzej Karpiński – marzec 1985

Zlituj się!

Ciągłe bóle zęba, ciągłe bóle głowy
Strach przed żartem, strach przed serio
Niepoważna mina moja w niedosycie moich marzeń
Często się uginam. Moja wina, moja wina
Myśl i czyn to chwili sprężyna
biedny lokaj pracy się dopomina!
Uwolnij mnie ze strachu moja dziewczyno
Woda z sokiem? Kup mi pianino!
Rozterek nadszedł czas oraz rachunku sumienia
Cofnięcia zdarzeń, cofnięcia czasu Twój lokaj się dopomina
Bo myśl i czyn to mocna sprężyna,
strach przed serio, strach przed żartem mi dokucza.
Zlituj się!
Ciągły ból głowy i zęba, to rzecz od reszty odrębna
Woda z sokiem, smak, sen i powroty
rachunek sumienia, moja wina, moja wina
kręcę mocno głową, to się znów zaczyna
te myśli o powodziach, wojnie i dziewczynach
Potem noc we dwoje, otwarta konserwa
obrastam śmierdzącym puchem, kpina się zaczyna
Ze strony przyjaciół najlepszy prezent
bilet powrotny do Budzynia
Kompletny zanik wyobraźni, jak cyrkiel się czuję
z jedna kończyną. Kogo i co mam wziąć w jajo?
Akordeonów czas już się skończył
kolejny rok bez potwierdzenia
Głupia mina, sucha mina,
brud między palcami
pracę głowy zaczyna
Nie chce się wycofać! Puśćcie moje szelki!
O losie kochany, zapomnij o mnie, zlituj się
lub pograj se w bierki!
Pomogę przeznaczeniu, bo to się już zaczęło,
kiedy Cię jeszcze nie znałem
Choć strzelę w dziesiątkę, a Ty wdepniesz w łajno
zapomnisz o mnie i powiesz: okay, ty świnio,
nowy rok się zaczyna, zlituj się!

Andrzej Karpiński – styczeń 1985

Dojrzewałem na zapleczu

utwór instrumentalny

styczeń 1985