do muzyki zespołu Reportaż
Popołudnie
Ten człowiek, który tam tak biega wkoło,
to wcale tam tak nie biega wkoło
Ten człowiek, który tam tak się wygłupia,
to on wcale się tak tam nie wygłupia
Ten człowiek, który tam tak sobie coś kopie w ziemi,
to on wcale sobie tam tak nie kopie w tej ziemi
Ten człowiek, który się tam tak głupio patrzy,
to on wcale się tam tak głupio nie patrzy
Ten człowiek, który tam tak sobie coś pisze na kartce,
to on wcale tam tak sobie czegoś nie pisze na tej kartce
Ten człowiek, który tam tak coś czyta z tej kartki,
to on rzeczywiście coś czyta z tej kartki,
bo mi powiedział…
Andrzej Karpiński 21 kwietnia 1987
Szycha (Zsycha)
Roztańczyłeś się mój kochany
nauczyłeś się życia z błędem
Coś, gdzieś, zgubiłeś po drodze
za często żywiłeś się mięsem
Ty już nie kochasz zwierząt
i jądra masz syntetyczne
Choć szychą Cię nazywają
to jesteś tworzywo sztuczne
Nawet już nie masz siły
z honorem stanąć na nogach
Ty ślepy, stalowy kurczaku
w złotych ostrogach na…
a zresztą, co tam
Andrzej Karpiński 21 kwietnia 1987

Że Aż Się Wzruszam Ramieniem
Lubię tylko trwałe rzeczy,
stara szafę,
lub coś w rodzaju Biblii.
Maślakowo zawsze miaa lepiej,
a ja nie mogę znaleźć tego, noo,
jak to się mówi?
Sposobu.
I stoję tak tylko na niby poważnie.
Za tym wszystkim coś się kryje.
Wszyscy mi wierzą w planowane gesty.
Chociaż ostatnio byłem w porządku,
ale taak tylko – prowizorycznie.
Chodź!
Teraz opowiem ci bajkę,
bo jutro, rano znów włączysz radio
Andrzej Karpiński 18 kwietnia 1987

Błędne Koło
Kiedy mówię o sobie źle
potakujesz z niepewną radością,
gdy dobrze mówię o sobie
przyjemnie jest, lecz nie tobie
Jak mam więc zdobyć u ciebie zaufanie?
Kłamaniem, klaskaniem,
klaskaniem, kłamaniem?
Andrzej Karpiński 18 kwietnia 1987
Sprawy Osobiste
O czym myśli ta kobieta?
Stoi, zmęczona, a tyle miejsca.
Sraczkowate mokasyny.
Jedzie już trzy dni do syna,
spytać się jak dziś wygląda.
W niektórych milczeniu odwagę widziałem,
lecz w jej milczeniu był strach…
Andrzej Karpiński 5 kwietnia 1987

Stoję Obok Ciebie
Tak jakoś pusto, czekam
jakiś zmierzch się zaczyna
coś kończy się przed rozpoczęciem
a w głowie przecież luksus
(czy to jest prawda?)
Tak chciałbym zabrać Cię z sobą
lecz nie mam siły
mogę dać tylko znak
powierzchownie lub przenikliwie
jak w buszu i na pustyni jednocześnie
każdy cios jest odchłanią,
spoczynkiem przed walką o to samo
potem znów jestem zadowolony
nie pamiętam zdziwienia przegranej
choć to się stało przed chwilą
Przecież…
wciąż wygrywam swój rytm
może to prawda, a może poezja
nikt nie nauczył mnie jak mam to widzieć
Czyżby to było niezwykłe natchnienie,
lub łyk rozsądku w zwykłym pysku?
Co z tego, że Ci uwierzę
(nawet cię nie słuchałem)
może masz rację a ja nie
lecz co jest fałszem, natchnienie?
Ty w artystycznym świecie
szukasz mojego istnienia
lecz pudło – przecież teraz
stoję obok Ciebie
Andrzej Karpiński 2 kwietnia 1987